dzisiaj jest: wtorek, 21.10.2014 | Imieniny:
Przewodnik Katolicki 51-52/2013 » Społeczeństwo »

Gdy władza pogańska, a lud chrześcijański, czyli satyrą w ateizm

autor: Mirosław Sobiech

Kto to jest Dziadek Mróz? – pyta Zosia przed Bożym Narodzeniem. – To Święty Mikołaj, który wstąpił do partii – tłumaczy tata. Ten dowcip z lat 50. dobrze oddaje nastroje Polaków, którzy w czasach PRL nie pogodzili się z przymusową ateizacją kraju. Na próby oderwania od religii i Kościoła wierni odpowiadali modlitwą, ale także... kawałami. Śmiech był orężem zwłaszcza w pierwszych dekadach urzędowej walki z Panem Bogiem.

„Tylko pod krzyżem, tylko pod tym znakiem/ Polska jest Polską, a Polak Polakiem” – głosi dwuwiersz z XIX w. Te słowa, które są kwintesencją religijnej i patriotycznej postawy Polaków, w latach zaborów upowszechniał ks. Edward Podolski, redaktor i wydawca czasopisma „Przegląd Lwowski”. Potem powtarzali je zwykli ludzie w ciężkich latach okupacji niemieckiej i sowieckiej, a następnie przez 45 lat obowiązywania w Polsce komunizmu, kiedy szczególnie intensywnie próbowano przemienić Polaków w bezbożników. Nowością w latach 1944–1989 stało się jednak to, że do poważnych deklaracji wiary ludzie dodawali jeszcze żarty i ironię. Nie do policzenia są dowcipy, w których wyśmiewano próby walki z utrwalonym przez wieki pojęciem: Polak katolik.

 

– Nie będzie już Bożego Narodzenia w Polsce – mówi zmartwiony Kowalski.

– A co się stało? – pyta żona. 

– Nie wiesz? Matka Boska ma iść do Ligi Kobiet, Święty Józef podejmie pracę w spółdzielni stolarskiej, Jezusa oddadzą do żłobka, a pasterzy wyślą do kołchozu.

 

Marysia była pierwszy raz w życiu w przedszkolu. Po powrocie mama pyta ją, jak się tam czuła.

– Dobrze. Tylko nie wiem, czy Pan Bóg wie, że my już w Niego nie wierzymy.

 

Komuniści po objęciu władzy w Polsce zaczęli prowadzić ateizację już w przedszkolach i szkołach. Dzieciom wtłaczano do główek, że Boga nie ma, a jedynym i prawdziwym „bóstwem” jest Stalin. W jaki sposób to czyniono? Nauczyciel pytał na przykład uczniów, w kogo wierzą. Większość odpowiadała, że w Boga, a tylko nieliczni twierdzili, że w Stalina. Potem mali katolicy musieli prosić Boga o cukierki. Kiedy słodycze nie spadały z nieba, „uświadomieni” rówieśnicy kierowali prośbę do „wodza postępowej ludzkości”. Wówczas otwierała się zasuwa w suficie i spadały cukierki. Wierzący nie mogli podnieść ani jednego, musieli patrzeć, jak objadają się pozostali. Podobną scenę w filmie Europa, Europa (1990) przedstawiła Agnieszka Holland. Świadkiem „deszczu cukierków od Stalina” był żydowski chłopiec z Niemiec (autentyczna postać: Salomon Perel), który w wyniku wojennej zawieruchy trafił do sierocińca w Grodnie. Pod wpływem takich metod indoktrynacji Sally uwierzył w „boskość” Stalina i wstąpił do Komsomołu.

W latach 50. w Polsce istniał nawet podręcznik do wychowania, w którym – według sowieckich nauk – instruowano nauczycieli, jak mają stosować takie sztuczki. „Kiedy dzieci mówiły «wujku Stalinie, daj nam cukierki», wjeżdżał woźny z wózkiem wypełnionym słodyczami. Cała akcja musiała być dokładnie zsynchronizowana w czasie, żeby to autentycznie wyglądało” – czytamy w jednej z relacji z tamtych lat.

 

W przedszkolach zostanie wprowadzone nauczanie religii, żeby dzieci mogły się modlić do Bieruta: „Ojcze nasz”, do Marksa: „któryś jest w niebie”, do Lenina: „święć się imię Twoje” i zwłaszcza do Stalina: „bądź wola Twoja”.

 

Jaś pyta mamę: – Kim był Święty Józef?

– Cieślą.

– A w jakiej spółdzielni?

– W żadnej. 

– A Matka Boska gdzie pracowała?

– Nigdzie.

– Ojciec prywaciarz, matka niepracująca? To jakim cudem Jezusa przyjęli do żłobka?

 

Ateizacyjne zabiegi wobec dzieci dziś mogą się jawić jako śmieszne, ale program urzędowej walki z Bogiem był w powojennej Polsce przedsięwzięciem nader poważnym i groźnym. Wzory czerpano wprost z ZSRR, gdzie obowiązywał ateizm państwowy (ros. gosateizm), czyli oficjalny program promowania bezbożnictwa, w tym czynnej walki z praktykami religijnymi i samą religią. Przybierało to często postać najbardziej brutalną: fizycznej przemocy i zabójstw ludzi oddanych wierze, a zwłaszcza duchownych. Zaraz po zwycięstwie rewolucji bolszewicy krwawo rozprawili się z duchowieństwem wszystkich religii, zwłaszcza dominującej tam Cerkwi prawosławnej. Dość wspomnieć, że arcybiskupa Petersburga oblali wodą na mrozie, aby zamarzł, a potem utopili, w Tobolsku hierarcha został przywiązany do łopat koła parostatku, w Permie – zakopany żywcem, a Czernihowie na Ukrainie – ukrzyżowany i spalony. W sumie zabito ponad 1200 księży, a tysiące innych wtrącono do więzień. W ciągu roku od wybuchu bolszewickiej rewolty państwo przejęło cały majątek kościelny, nie wyłączając świątyń. W budynkach sakralnych urządzano magazyny, chlewnie albo w najlepszym razie sale koncertowe i... muzea ateizmu. Z ponad 54 tys. parafii istniejących w Rosji przed I wojną światową, w 1940 r. pozostało zaledwie 500. Wyśmiewaniem religii i prześladowaniami wierzących zajmował się między innymi Związek Wojujących Bezbożników. Wszystko to odbywało się według wskazań Lenina, który – za Marksem – już w 1905 r. podkreślał, że „religia to opium dla ludu” i twierdził, że uświadomiony robotnik „odrzuca z pogardą przesądy religijne, pozostawiając niebo klechom i burżuazyjnym bigotom”.

 

– Aresztowali Kowalskiego, bo się przeżegnał przed swoim domem.

– Jak to? Przecież to zatwardziały komunista.

– Ale gdy wyszedł z domu, to palnął się w głowę, czy przypadkiem czegoś nie zapomniał. Potem poprawił krawat, a następnie sprawdził, czy ma portfel w lewej kieszeni marynarki i legitymację partyjną – w prawej. Na koniec zatarł ręce, że wszystko jest na swoim miejscu.

 

– Co to jest gołąbek pokoju?

– To Duch Święty po partyjnym przeszkoleniu.

 

Pacjentka narzeka na bóle w gwieździe i wskazuje plecy.

– Chyba w krzyżu – stwierdza lekarz.

– Tak – potwierdza kobieta. – Tylko nie byłam pewna, czy pan doktor wierzący.

 

Uczynienie z Polaków ateistów według sowieckich wskazań było przedsięwzięciem szczególnie trudnym, gdyż wśród europejskich państw, które po II wojnie światowej znalazły się pod panowaniem ZSRR, nasz kraj wyróżniał się najwyższym procentem wierzących i największym uświadomieniem religijnym społeczeństwa. Co więcej, w zrujnowanej wojną Polsce Kościół katolicki okazał się jedyną instytucją dającą ludziom poczucie stabilności i bezpieczeństwa, a księża stali się autorytetami w wielu dziedzinach pozareligijnych. To sprawiło, że w pierwszych latach po przejęciu władzy komuniści bali się ruszyć do otwartej walki z Panem Bogiem. W wywiadzie udzielonym Ksaweremu Pruszyńskiemu (24 listopada 1946) Bolesław Bierut zapewniał jeszcze, że nie widzi podstaw „dla przeciwstawiania zasadniczych dążeń państwa dążeniom Kościoła”. Ba, jako „bezpartyjny” prezydent poszedł nawet w procesji Bożego Ciała. Była to jednak zasłona dymna, gdyż już 23 stycznia 1949 r. został ogłoszony dekret ograniczający uprawianie kultu religijnego. Zakazano pielgrzymek i procesji na drogach publicznych oraz wznoszenia krzyży i figur przydrożnych.

W odpowiedzi na dekret papieża Piusa XII z 13 lipca 1949 r., który zagroził ekskomuniką wszystkim katolikom należącym do partii komunistycznej, Rada Ministrów PRL wydała (5 sierpnia 1949) dekret „o ochronie wolności sumienia i wyznania”. Przewidywał on kary więzienia za czyny „wrogie ustrojowi Polski” i stał się wygodnym narzędziem do walki z Kościołem. Pod pretekstem dokończenie reformy rolnej uchwalono (20 marca 1950) ustawę o przejęciu „dóbr martwej ręki”, czyli nieruchomości ziemskich należących przed wojną do związków wyznaniowych, które w 1944 r. były wyłączone spod parcelacji. Na własność państwa przeszło 150 tys. ha ziemi należącej głównie do Kościoła katolickiego. Z kolei ustawa z 18 stycznia 1951 r. zniosła święto Konstytucji 3 maja (i uroczystość ku czci Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski) oraz uznała za dni robocze inne święta kościelne. Dla pozoru zachowano wolne od pracy święto Trzech Króli (6 stycznia) i Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny (15 sierpnia), ale ich likwidacja nastąpiła kilka lat później.

 

– Czym kura różni się od władzy ludowej?

– Kura znosi jaja, a władza ludowa znosi święta kościelne.

 

Poza działaniami legislacyjnymi, stosowano jawne prowokacje i zbrodnie sądowe. Przykładowo, w styczniu 1953 r. odbył się proces czterech księży z krakowskiej kurii metropolitalnej i trzech osób świeckich, oskarżonych o szpiegostwo na rzecz wywiadu USA i przynależność do „faszystowskiej organizacji”. Zapadły trzy wyroki śmierci oraz kary więzienia od 5 do 15 lat. Natomiast we wrześniu 1953 r. toczył się głośny proces ordynariusza kieleckiego biskupa Czesława Kaczmarka i czterech osób z kurii. Biskup został oskarżony o szpiegostwo na rzecz Stanów Zjednoczonych i związki z podziemiem. Otrzymał karę 12 lat pozbawienia wolności, a pozostali oskarżeni od 5 do 10 lat. Wkrótce potem (14 listopada 1953) w swej rezydencji został aresztowany prymas Polski, kardynał Stefan Wyszyński. Oficjalnie poinformowano opinię publiczną, że został umieszczony w klasztorze, choć w istocie było to więzienie.

 

– W którym klasztorze przebywa prymas Wyszyński?

– W tym, w którym przeorem jest minister Radkiewicz.

 

Dopiero w wyniku politycznej odwilży w październiku 1956 r. ustała jawna i otwarta walka z Kościołem. Na krótko przywrócono naukę religii w szkołach, a Sąd Najwyższy uchylił (28 grudnia 1956 r.) wyrok wobec bp. Kaczmarka. Wkrótce jednak powrócono do intensywnej ateizacji Polski. Już w sierpniu 1960 r. definitywnie wycofano religię ze szkół, po czym 15 lipca 1962 r. wprowadzono 8-klasową szkołę podstawową i 4-letnie liceum. Ustawa o systemie oświaty stwierdzała, że szkoła ma mieć charakter świecki i kształtować naukowy pogląd na świat.

Kulminacją antyreligijnych działań władz okazał się rok 1966, kiedy w ramach uroczystości milenijnych upamiętniających 1000-lecie chrztu Polski, Kościół zorganizował wielkie obchody Sacrum Millennium Poloniae. Peregrynacjom kopii obrazu Matki Bożej Częstochowskiej, procesjom i nabożeństwom władze PRL przeciwstawiły festyny, koncerty, mecze, defilady i pokazy, które miały obniżyć rangę uroczystości kościelnych i odciągnąć od nich wiernych. „Twarzą” tych działań był I sekretarz KC PZPR, Władysław Gomułka, z którego antyreligijnych i antykościelonych obsesji Polacy kpili w licznych kawałach. 

 

Turystka zgubiła się w górach. Widząc górala pędzącego owce, woła do niego: Pasterzu! Ten długo nie reaguje, po czym odpowiada:

– Panienko, w Polsce mamy tylko dwóch pasterzy: Wyszyńskiego i Gomułkę. Ten pierwszy jest od owieczek, ten drugi od baranów. A ja jestem baca.

 

Żebrak stojący przed KC PZPR prosi Gomułkę o jałmużnę.

– Tu nie wolno żebrać, idźcie pod kościół – złości się sekretarz.

– Nie mogę, jestem partyjny – tłumaczy żebrak.

 

Gomułka zwiedza miasteczko na południu Polski.

– Jak wygląda u was podział ideologiczny? – pyta.

– Jakieś 95 proc. to katolicy, reszta prawosławni i ewangelicy.

– A gdzie komuniści?

– Ależ wszyscy mieszkańcy należą do partii.

 

– Jaka jest różnica w Polsce między rokiem 966 a 1966?

– W 966 lud był pogański, a władza chrześcijańska. Teraz władza jest pogańska, a lud chrześcijański.

 

Sekretarz partii dowiedział się, że Kowalski napisał na swoich drzwiach kredą: „K+M+B 1966”. Daje mu więc ostrą reprymendę:

– Jak wy, partyjny robotnik, możecie wypisywać takie rzeczy?

– Ależ towarzyszu, to oznacza: Kosygin (premier ZSRR), Mikojan, (przewodniczący Rady Najwyższej ZSRR), Breżniew (sekretarz generalny KPZR). 

 

Skutki społeczne ateizacji rzeczywiście okazywały się dalekie od oczekiwań jej organizatorów. Politycznie niezaangażowani Polacy nie przestali bowiem być katolikami, a przywiązanie do religii ukradkiem okazywali także członkowie partii, nie wyłączając wyższych funkcjonariuszy PZPR. Do tego faktu, pokazującego fiasko walki z Panem Bogiem i religijnością polskiego społeczeństwa, odwoływało się bodaj najwięcej dowcipów w latach PRL. Oto najbardziej popularne:

 

Na zebranie wiejskiego aktywu partii spóźnił się jeden z gospodarzy.

– Szedłem dookoła, bo czarny kot przebiegł mi drogę – wyjaśnia.

– Marksista, partyjny, a wierzy w zabobony – gani go sekretarz. – Róbcie tak jak ja: gdy widzę czarnego kota, to tylko się przeżegnam i śmiało idę dalej.

 

– Dlaczego partyjni będą dostawać specjalne dodatki na dojazdy do kościoła?

– Bo nie mogą chodzić na Msze św. w swojej parafii.

 

Nowe kościoły w Polsce będą okrągłe, żeby partyjni nie chowali się po kątach.

 

Ateista snuje rozważania: – Jeśli Boga nie ma, co daj Panie Boże, to chwała Bogu. Lecz jeśli, uchowaj Boże, Pan Bóg jest, to niech nas ręka Boska broni.

 

Członek PZPR zwierza się koledze:

– Wiesz, chyba wrócę do wiary katolickiej. Bo jak widzę, co się wokół dzieje, to dochodzę do przekonania, że ten ustrój trzyma się tylko dzięki Boskiej Opatrzności.

 

Partyjnemu zachorowała matka. Przychodzi więc do sąsiada i prosi:

– Niech pan pomodli się za zdrowie mojej mamusi. 

– A pan nie może?

– Nie. Ja jestem komunistą.

 

Pytanie do Radia Erywań:

– Czy członek partii może używać słów „O, Jezu!”

– Broń, Panie Boże!

 

Partyjnemu w czasie zebrania spadła na podłogę popielniczka.

– Karol Róża! – krzyknął.

Widząc zdziwienie na twarzach pozostałych towarzyszy pyta z wyrzutem:

– A co, miałem zawołać: Jezus Maria?

 

Pewne złagodzenie polityki wobec Kościoła nastąpiło, gdy po Władysławie Gomułce władzę w PRL objął Edward Gierek, ale naiwnością byłoby sądzić, że nastały wtedy lekkie czasy dla wierzących i duchownych. Mniej zdarzało się wprawdzie jawnych akcji i prowokacji antykościelnych, ale decydenci nie udzielali pozwoleń na budowę obiektów sakralnych, stosowano dawne metody inwigilowania kapłanów, a po robotniczych protestach w Ursusie i Radomiu w 1976 r. liczne były przypadki pobić i aresztowań księży, którzy otwarcie poparli społeczny bunt. Dysydenci organizowali protesty głodowe głównie w kościołach – schronienie znajdowali tam nawet niewierzący antykomuniści. Polacy opowiadali wówczas takie dowcipy: 

 

Ksiądz zwraca uwagę młodemu mężczyźnie, że w czasie Mszy św. ani razu się nie przeżegnał.

– Bo jestem ateistą – wyjaśnia młodzian.

– To co pan robi w kościele?

– Też jestem przeciwko komunizmowi.

 

– Dlaczego po Ursusie i Radomiu władze chętniej wydają pozwolenia na budowę kościołów?

– Żeby naród miał gdzie spokojnie głodować.

 

Ksiądz jedzie rowerem do chorego. Zatrzymuje go milicjant:

– Bez światła po zmroku? Mandat 50 zł. 

– Synu, jadę do chorego z Panem Bogiem.

– Co, we dwóch na rowerze? To 100 zł. 

Ksiądz płaci, odjeżdża i myśli:

– Jakie to szczęście, że nie wiedział, iż Bóg jest w trzech osobach...

 

Rządzący Polską w latach 70. Edward Gierek sprawiał wrażenie społecznego liberała, ale w sprawach ideologicznych utrzymywał twardy kurs. To za jego czasów do konstytucji PRL wprowadzono zapis o kierowniczej roli PZPR i sojuszu PRL ze Związkiem Radzieckim. To również znalazło odbicie w satyrze.

 

Papież zaproponował Gierkowi, aby partyjna „Trybuna Ludu” była pismem katolickim. Hasło „Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się” miało zastąpić zdanie: „Pamiętaj człowiecze, to Bóg rządzi światem”. Gierek pojechał na konsultacje do Moskwy, Breżniew zaaprobował nowe hasło, ale nakazał dodać: „Przy wydatnej pomocy Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego”.

 

Nawet wybór kard. Karola Wojtyły na papieża w 1978 r., a potem powstanie 10-milionowego ruchu „Solidarność” nie doprowadziło do zaprzestania ateizacji polskiego społeczeństwa i agresywnej walki z Kościołem. Wprawdzie popularność zyskał znany już w latach 60. dowcip, który głosił, że w kinach będą tak długo grać film Faraon, aż partia zrozumie, że z kapłanami nie wygra, ale mało kto spodziewał się, że prawdziwy dramat dopiero nastąpi. Zamach na Jana Pawła II w Watykanie, stan wojenny w Polsce, zabójstwo ks. Jerzego Popiełuszki i morderstwa kilku innych duchownych dokonane przez „nieznanych sprawców” – to były wydarzenia tak ponure, że śmiech zamierał na ustach...

oceń artykuł:
4/5 (2)
poprzedni   |   następny wróć
Komentarze dodaj komentarz
  • Homoseksualizm a adopcja dzieci
  • Osoby homoseksualne dążące do adopcji dzieci często mówią, że każdy dorosły ma prawo do rodzicielstwa. Pytaniem jest jednak, czy w adopcji chodzi o prawa dorosłych, czy też o prawa dziecka do stworzenia mu jak najlepszych warunków rozwoju. 

    więcej »
  • Przystanek bezobjawowość
  • Dwie wiadomości z ostatnich tygodni: ta dobra – antykatolicki Twój Ruch upada ze względu na swoją antykatolickość; zła – dymisja katolickiego ministra Michała Królikowskiego z powodu jego… katolickości. 

    więcej »
  • IS - wróg całego świata
  •  Państwo Islamskie – nowy lewiatan na politycznej mapie świata, złowieszczy twór fanatyzmu, którego jednym z najbardziej znamiennych symboli jest już nawet nie tyle ścinanie głów „niewiernym”, ile ich bestialskie, powolne odrzynanie.

    więcej »
  • Festiwal obietnic i nowe polityczne otwarcie
  •  Zwiększenie wydatków na polską obronność do równowartości 2 proc. PKB, przygotowanie polskiej gospodarki do wejścia do strefy euro, zwiększenie bezpieczeństwa energetycznego Polski, rewolucja na kolei i w służbie zdrowia, a także zmiany w ordynacji podatkowej i prawie o działalności gospodarczej – to najważniejsze cele, które postawiła przed swoim rządem w exposé premier Ewa Kopacz.

    więcej »
  • Żywność w śmieciach zamiast na talerzach
  • W domach rocznie wyrzuca się ponad 2 mln ton jedzenia. Trzy razy tyle marnują producenci, hurtownicy i hipermarkety. Ciekawe, ilu z 2,5 mln ludzi niemogących dziś kupić podstawowych produktów żywnościowych najadłoby się, gdyby nie nasza rozrzutność? 

    więcej »
  • Manfred - człowiek pokoju
  • Niemiecki ksiądz na progu obozu Auschwitz? Owszem. To ks. Manfred Deselaers, który od dwudziestu lat jest żywym znakiem pojednania.  

    więcej »
  • Wojna i Cerkiew
  •  Większość wyznawców prawosławia na Ukrainie pozostaje formalnie wiernymi Cerkwi, której duchowe i polityczne centrum znajduje się nadal w Moskwie. I już samo to w sobie stanowi źródło potencjalnie konfliktowej sytuacji.

    więcej »
  • Wielodzietni odetchną z większą ulgą
  • Wyższe o 20 procent odpisy na trzecie, czwarte i każde kolejne dziecko, zwiększenie realności z ich korzystania i skrócenie o jedną trzecią czasu oczekiwania na zwrot pieniędzy z tytułu tych ulg – to nowe prorodzinne założenia projektu ustawy ministra finansów. Krok w dobrą stronę, by poprawić dzietność Polek.

    więcej »
  • Historia to oceni
  •  Rozmowa o powstaniu warszawskim i jego legendzie, z ks. Marianem Sedlaczkiem, powstańcem z batalionu „Gustaw”.

    więcej »
  • Mieszkanie (nie) dla Młodych
  • Już po ośmiu miesiącach funkcjonowania rządowy program „Mieszkanie dla Młodych” okazuje się klapą. Nowelizacja zaś, która ma przyciągnąć do niego wielodzietne rodziny, zwiększa jego dostępność tylko pozornie.  

    więcej »
right
left
Papież Franciszek w Ziemi Świętej